Tesla z rynku wtórnego: 2018 vs 2022 - takie pytanie zadaje sobie coraz większa ilość kierowców w naszym kraju. Oczywiście tych, którzy zamierzają kupić Teslę, czyli najlepszego elektryka na rynku zdaniem wielu użytkowników.
Dlaczego nowsza Tesla wcale nie musi być lepszym wyborem?
Kupując używaną Teslę, większość ludzi wpada w ten sam schemat myślenia. Im nowszy rocznik, tym mniejsze ryzyko. Im młodsze auto, tym większy spokój. Logika znana z rynku samochodów spalinowych.
Problem polega na tym, że w świecie elektromobilności ta logika zaczyna się sypać.
Bo Tesla i to trzeba powiedzieć wprost, nie starzeje się jak klasyczny samochód. Ona starzeje się, jak urządzenie technologiczne. A to robi ogromną różnicę, szczególnie gdy zestawimy ze sobą auta sprzed 2018 roku z modelami z 2022.
I właśnie tutaj zaczyna się ciekawa część tej historii.
Bateria: największy strach, który nie jest największym problemem
Na rynku wtórnym Tesli rozmowa prawie zawsze zaczyna się od baterii. Ile straciła? Jak długo wytrzyma? Czy trzeba ją wymieniać?
Tyle że dane są w tej kwestii zaskakująco spokojne.
W praktyce większość Tesli traci około 1–2% pojemności rocznie. Oznacza to, że samochód z 2022 roku po kilku latach użytkowania ma zwykle około 90–95% pierwotnej pojemności. W przypadku egzemplarzy z 2018 roku, szczególnie tych z większym przebiegiem, mówimy raczej o poziomie 85–90%.
To nie są wartości, które „zabijają” samochód. To jest naturalne zużycie.
Co ważniejsze - przypadki faktycznych awarii baterii są rzadkie. Zdecydowanie rzadsze, niż obawy kupujących.
I tu pojawia się pierwszy zgrzyt między wyobrażeniem a rzeczywistością:
największy strach rynku wtórnego Tesli dotyczy elementu, który jest jednym z najbardziej trwałych. Udowodniło to wiele badań i testów przeprowadzonych na całym świecie.
Ile wytrzyma bateria Tesli?
Według oficjalnego stanowiska amerykańskiego producenta pierwsze baterie, które znajdziemy choćby w Modelu S czy X, były to baterie cylindryczne o kodzie 1865 (pamiętajcie, że nazwa baterii cylindrycznych, bierze się od ich rozmiaru. 18 mm średnicy i 65 mm wysokości). Są one przewidziane na przebiegi rzędu 500 - 600 tysięcy kilometrów. To wtedy ich pojemność może spaść poniżej 70% pierwotnej pojemności nowego pakietu. W tym momencie Tesla dyskwalifikuje taką baterię, jako produkt spełniający wymogi i normy w zakresie napędzania auta elektrycznego.
Kolejne baterie, jakie weszły w Modelu 3 oraz Y, to wersja 2170. Te "paluszki" początkowo produkowane tylko przez firmę Panasonic, były już znacznie lepsze. W sensie długodystansowym. Tesla twierdzi, że powinny one posłużyć do przebiegu 700 - 800 tysięcy kilometrów. Dopiero wtedy mogą odnotować spadek poniżej 70% pierwotnej pojemności. Choć jeśli nawet tak się stanie a komuś to nie będzie przeszkadzać, bo jeździ tylko lokalnie, bez długich tras, to oczywiście można z taką baterią jeździć śmiało i bez stresu. Po prostu zasięg nam się skurczy i tyle. Jeśli bateria będzie działać poprawnie, czyli nie ulegnie żadnej awarii, to można taki pakiet użytkować jeszcze wiele lat. Mimo jego mniejszej użyteczności.
Małe grubasy... to najnowsze baterie Tesli. Wersja 4680 wygląda imponująco. Nie widziałem nigdy tak dużych "paluszków". A ich trwałość powala każdego na kolana. Według współtwórcy tej technologii, Profesora Jeffa Duhna, z Dalhousie University w Halifax w Kanadzie, który pracuje nad ogniwami baterii od ponad 25 lat, wersja 4680 ma trwałość 1,5 miliona kilometrów. Potem ich pojemność.... no dobra, zanim spadnie poniżej 70% - nasze auto się rozleci:) Na bank! Nawet jeśli robilibyśmy 30 000 km rocznie, a większość z nas robi znacznie mniej. To pakiet 4680 wystarczy nam na uwaga... 50 lat jazdy naszą Teslą. Nuda! Kto by chciał jeździć tak długo jednym autem? Ja na pewno NIE:)
Gdzie więc leży problem?
Jeżeli ktoś oczekuje, że odpowiedzią będzie „silnik” albo „napęd”, to się rozczaruje. Te elementy w Tesli należą do najmniej problematycznych.
Prawdziwy problem jest mniej oczywisty i znacznie bardziej współczesny.
To software.
Tesla 2022: samochód, który potrafi mieć „gorszy dzień”
Modele z 2022 roku są technologicznie o lata świetlne przed tymi sprzed 2018. Mają bardziej zaawansowane systemy wspomagania jazdy, bardziej rozbudowaną elektronikę, szybszy komputer (zamiast HW 2,5 opcje 3,0 lub 4,0 w najnowszych autach), lepsze kamery, są stale aktualizowane przez internet (OTA), są po prostu dużo bardziej zaawansowane. Choć na pierwszy rzut oka i Tesle z 2018 i 2022 roku, w przypadku Modelu 3 wyglądają prawie identycznie. Różnice są tam, gdzie ich nie widać, tak jak napisałem wyżej).
I właśnie to jest ich największa siła, oraz największa słabość.
Dane z przeglądów technicznych pokazują, że Tesla Model 3 z 2022 roku potrafi generować wyraźnie więcej zgłoszeń usterek, niż przeciętny samochód z tego samego rocznika. Mówimy o poziomie blisko 100 usterek na 100 przeglądów, podczas gdy średnia rynkowa jest zauważalnie niższa.
To brzmi dramatycznie, ale tylko do momentu, kiedy zrozumiemy, czego te usterki dotyczą.
To nie są awarie napędu. To nie są uszkodzenia baterii.
To są:
problemy z zawieszeniem, niedoskonałości jakości wykonania, błędy systemów, które… wymagają aktualizacji.
Innymi słowy:
Tesla 2022 nie tyle się psuje, co „wymaga poprawiania”. Często drobnych upgrade'ów. Najczęściej poprawki dotyczą rzeczy o których użytkownik nie ma pojęcia. Tesla jednak widzi w systemie, co nie działa w sposób optymalny powinno i co trzeba poprawić. Stąd częste aktualizacje softu, który optymalizuje i poprawia to co wymaga poprawy.
Tesla 2018: mniej inteligencji, więcej przewidywalności
Starsze modele działają według zupełnie innej filozofii. Mają mniej systemów, mniej elektroniki, mniej rzeczy, które mogą się „zawiesić”. Choć właściwie mniej to złe słowo. One są nieco prostsze.
To nie znaczy, że są bezproblemowe.
Zużycie zawieszenia, większa degradacja baterii czy ogólne zmęczenie materiału, to rzeczy absolutnie naturalne przy kilkuletnim aucie. Ale jest jedna istotna różnica - te problemy są przewidywalne.
Nie pojawiają się nagle po aktualizacji systemu. Nie znikają po restarcie.
Są bardziej… klasyczne.
I dla wielu użytkowników, to właśnie ta przewidywalność okazuje się wartością samą w sobie. Myślą - może lepiej wziąć starszą, tańszą i prostszą wersję Tesli? Starszy Hardware ma też rzadsze aktualizacje. Najnowsze modele Tesli, dostają je bardzo często. Nadzwyczaj, można powiedzieć. Posiadając Teslę 3 z 2018 roku w ciągu ostatniego pół roku wykonałem zaledwie 2 czy 3 aktualizacje oprogramowania.
Żebyście dobrze zrozumieli. Nie twierdzę, że stara Tesla jest lepsza niż nowsza. Chodzi o to, że stara Tesla, to wciąż auto godne zainteresowania. Z którym często użytkownik nie mający doświadczenia w autach na prąd, będzie miał mniej, może nie problemów, ale różnego rodzaju sytuacji wymagających podjęcia decyzji serwisowych, niż w nowszych modelach. Które są częściej aktualizowane.
Paradoks, którego rynek nie chce zauważyć
Zestawiając te dwa światy, dochodzimy do wniosku, że starsza Tesla częściej będzie wymagała ingerencji mechanicznej.
Nowsza Tesla częściej będzie wymagała… cierpliwości.
Bo im bardziej zaawansowany technologicznie samochód, tym bardziej zaczyna przypominać ekosystem cyfrowy, a nie tylko środek transportu.
I w tym sensie Tesla z 2022 roku jest lepszym samochodem ale niekoniecznie prostszym w użytkowaniu. Fora pękają w szwach od pytań: "Hej, wlatuje nowy soft, klikać czy nie? Warto, czy nie? Co się zmieni? Czy czegoś nie popsuje? Lub teksty zaraz po aktualizacji o tym, jak to użytkownikom poznikały różne opcje softu i użyteczności, których wcześniej używali dość często. To sytuacje z życia wzięte i możecie sami przekonać się o ilości takich komentarzy na grupach związanych z marką Tesla w naszym kraju.
Co to oznacza dla kupującego?
Jeżeli ktoś szuka auta „bezobsługowego”, które po prostu działa i nie zaskakuje starszy model może okazać się bardziej intuicyjnym wyborem. Pod warunkiem, że jest z pewnych rąk, zadbany technicznie i nie po 3 wypadkach.
Jeżeli natomiast ktoś chce korzystać z najnowszych rozwiązań, lepszej efektywności i bardziej dopracowanej baterii, napędu, musi zaakceptować, że samochód stanie się trochę bardziej… dynamiczny w zachowaniu.
Nie mechanicznie. Systemowo. To nic złego, bo mamy nowsze lepsze auto, ale tak jak napisałem wyżej. Niektórzy z użytkowników po prostu chcą jeździć i mieć święty spokój, a nie klikać co chwilę nowej aktualizacji z niepewnością co do tego, czy jednak czegoś ona nie popsuje. To niezmiernie rzadkie wypadki, ale się zdarzają. najnowszy przykład? Po ostatniej aktualizacji mój znajomy stracił 40 km zasięgu (na pełnym ładowaniu do 100%). Jest lekko przerażony i ma udać się do Tesli. Auto właśnie z 2022 roku, więc dość świeże. Cóż, taka niemiła niespodzianka... a miało być tak pięknie:)
Wniosek, który warto zapamiętać
Rynek wtórny Tesli nie jest już prostą grą „im młodszy rocznik, tym lepiej”.
To jest wybór między dwoma różnymi typami ryzyka.
I dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi:
„która Tesla jest lepsza?”
Tylko:
„z jakim typem problemów jesteś gotowy żyć?”
Bo Tesla nie przestała się psuć.
Ona po prostu przeniosła swoje problemy z warsztatu… do oprogramowania. Choć naprawy mechaniczne to również codzienność naszej firmy. W końcu Tesla to też auto, jak każde inne. Jeździ, skręca i hamuje... więc czasami trzeba tu wymienić to i owo, aby nic nie tłukło się na naszych dziurawych drogach.
Tak więc czy 2018 czy 2022 rok - wybór należy do Was. My na pewno poradzimy sobie z naprawą każdego rocznika Tesli... gdy tylko odmówi Wam posłuszeństwa.