Czy Tesla naprawdę blokuje ładowanie aut powypadkowych? Czyli prawdziwe oblicze "Czarnej listy"

Czy Tesla naprawdę blokuje ładowanie aut powypadkowych? Czyli prawdziwe oblicze "Czarnej listy"

Czy Tesla naprawdę blokuje ładowanie aut powypadkowych ale tylko swoich, czyli produkowanych przez siebie?

Fakty, których nikt nie tłumaczy do końca...

To jeden z tych tematów, które w elektromobilności żyją własnym życiem.

Ktoś coś przeczytał. Ktoś „zna handlarza”. Ktoś widział screen z aplikacji. A potem pojawia się historia, która powtarza się w różnych wersjach:

Tesla z USA. Aukcja. Naprawiona. Lakier błyszczy. Jeździ idealnie.
Podjeżdżasz pod Supercharger… podpinasz kabel… i nic.

Zero reakcji.

Brzmi jak teoria spiskowa? Trochę tak.
Problem w tym, że to nie jest teoria.

Ale też – i tu zaczyna się ciekawa część – to nie wygląda dokładnie tak, jak większość ludzi myśli.

To nie jest „czarna lista”. Ale system działa bardzo podobnie

Zacznijmy od uporządkowania faktów, bo tu najczęściej zaczyna się chaos.

Tesla nie prowadzi żadnej publicznej „czarnej listy” samochodów. Nie ma tu żadnej ideologii ani „karania użytkowników”.

Natomiast faktem jest, że każdy samochód ma przypisany status w systemie producenta, powiązany z numerem VIN. Jeśli auto w USA lub Kanadzie otrzymało status:

· salvage

· total loss

· rebuilt

to bardzo często ta informacja trafia również do systemów Tesli.

I od tego momentu samochód przestaje być dla producenta „zwykłym egzemplarzem”. Kluczowe jest stwierdzenie "bardzo często" ale jednak nie zawsze. Osobiście znam auta po dużych uszkodzeniach, naprawione, które ładują się bez problemu. Choć można powiedzieć, że to takie trochę białe kruki:) One po prostu nie zostały zgłoszone przez ubezpieczyciela do Tesli. Czyli firma nie ma tak naprawdę pojęcia, ze auto zostało rozbite lub w jakikolwiek sposób uszkodzone. Czemu tak się dzieje? Zgłębimy ten temat w kolejnych wpisach...

Kluczowa różnica, której większość nie rozumie

Tu pojawia się moment, który zmienia całą perspektywę.

Tesla nie blokuje samochodu jako takiego.

Auto:

· jeździ normalnie

· działa normalnie

· ładuje się… ale nie wszędzie

Bo problem dotyczy jednej, konkretnej rzeczy:

dostępu do sieci Supercharger.

Możesz:

· ładować się w domu (AC, wallbox)

· korzystać z publicznych stacji (CCS – Orlen, Ionity, GreenWay itd.)

Ale możesz stracić dostęp do infrastruktury Tesli.

I to jest fundamentalna różnica.

Dlaczego Tesla to robi? Tu kończą się emocje, zaczyna inżynieria oraz duża kasa... jak zwykle:)

To jest moment, w którym wiele osób mówi: „absurd”, „blokowanie klienta”, „monopol”.

Tyle że z perspektywy inżynierii i producenta samego auta wygląda to zupełnie inaczej.

Supercharger to nie jest zwykła ładowarka.

To:

· bardzo wysokie moce

· bardzo szybkie ładowanie

· ogromne obciążenia dla baterii

Jeśli samochód był:

· poważnie rozbity

· zalany

· naprawiany poza autoryzowanym systemem

· lub ktoś ingerował w baterię

to producent nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa.

A mówimy o układzie wysokiego napięcia.

I teraz najważniejsze zdanie:

Tesla nie ocenia, czy auto zostało dobrze naprawione.
Tesla ocenia, czy chce za nie odpowiadać. To wszystko.

Jeśli odpowiedź brzmi „nie” - dostęp do Superchargera znika. To niejako ucieczka od odpowiedzialności. Dlaczego? To proste. Firma nie jest w stanie określić czy podczas naprawy nie było tak zwanego "druciarstwa" a uwierzcie mi, to się często zdarza. Nie w autach, którymi jeżdżą ludzie na co dzień, którzy mieli wpływ na to, jak i gdzie naprawiono ich Tesle. Mówimy tu o przypadkach, tak zwanych handlarzy, którzy dla kasy zrobią wszystko. A to wszystko, wygląda często bardzo źle i niebezpiecznie. Kiedy za naprawę bierze się ktoś, kto o autach EV nie ma pojęcia. A naprawa polega na obejściu systemów zapewniających bezpieczeństwo jazdy i ładowania takiego auta. Taka naprawa to nie zabawa, to potencjalne ryzyko, związane nawet z pożarem auta. Ale to temat na inny artykuł. W tym skupmy się na słynnej "czarnej liście".

Kiedyś było łatwiej. Dziś to już nie takie proste

To, o czym mało kto mówi: kiedyś istniała realna ścieżka powrotu.

Można było:

· zgłosić się do serwisu Tesli

· przejść pełną inspekcję wysokiego napięcia

· zapłacić za diagnostykę

I jeśli auto spełniało wymagania — Supercharging wracał.

Dziś?

Teoretycznie ta możliwość nadal istnieje.
W praktyce — coraz częściej kończy się odmową.

Zwłaszcza gdy:

· bateria była otwierana

· auto było zalane

· uszkodzenia były poważne

Czyli dokładnie w tych przypadkach, które najczęściej trafiają na aukcje w USA. Poza tym serwis Tesli stara się unikać aut z USA czy Kanady, czasami wprost odmawiając przyjęcia takiego pojazdu.

Jak to działa technicznie? Bez żadnej magii

Tu akurat sprawa jest bardzo prosta. Stacja ładowania nie „analizuje” auta. Nie sprawdza historii.
Nie ocenia stanu technicznego. Całość dzieje się w tle.

Samochód:

1. łączy się z systemem

2. identyfikuje się numerem VIN

3. wysyła zapytanie

A system Tesli podejmuje decyzję:

ładować albo nie.

Stacja jest tylko wykonawcą.

To działa dokładnie jak płatność kartą – terminal nic nie „wie”, decyzję podejmuje system centralny. W tym przypadku, systemem tym jest system Tesli.

Najbardziej kontrowersyjny moment: obok stoi inne auto i ładuje się normalnie

I tu dochodzimy do momentu, który naprawdę wkurza ludzi.

Masz Teslę – nie ładuje się.
Obok stoi powypadkowy samochód innej marki – i ładuje się bez problemu. Merc, Audi, cokolwiek innego, również z USA. Również naprawione i przerobione na EU.

Na pierwszy rzut oka wygląda to absurdalnie. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Dla Tesli:

· inny samochód = „obce urządzenie” korzystające z CCS

· Tesla nie zna jego historii

· nie odpowiada za jego konstrukcję

Natomiast własny samochód to element zamkniętego ekosystemu.

I tutaj Tesla stawia granicę.

Nie dlatego, że „ufa innym bardziej”.
Tylko dlatego, że za swoje auta bierze odpowiedzialność. Często jest to odpowiedzialność prawna. A jak wiemy, każda firma stara się odpowiedzialności szczególnie takiej unikać.

Czy każda Tesla po wypadku traci Superchargera?

Nie. I to trzeba powiedzieć jasno. To nie działa zero-jedynkowo.

Nie każda Tesla:

· z USA

· po kolizji

· po naprawie

traci dostęp do ładowania.

Ale jeśli auto ma w systemie status salvage, to ryzyko jest bardzo wysokie.

I to jest coś, co trzeba wkalkulować w decyzję zakupową.

A co z ładowaniem poza Teslą?

Tu pojawia się ważne doprecyzowanie.

W większości przypadków:

· ładowanie AC działa normalnie

· ładowanie CCS również działa

Natomiast:

· w niektórych przypadkach mogą pojawić się ograniczenia szybkiego ładowania

· zależnie od rynku, wersji auta i historii

Czyli znów: nie ma jednej reguły, ale ryzyko istnieje. Zapis oficjalnego stanowiska Tesli brzmi: "Fast charging is disabled. This will include Tesla Supercharging and any third-party fast charging infrastructure.” czyli teoretycznie możemy trafić na Teslę, która ma totalnie zablokowaną możliwość ładowania DC. Choć przez ostatnie kilka lat nie trafiłem osobiście na takie auto. Za to na blokowane stacje Tesli, w sensie Superchargerów, trafia się notorycznie.

Co to oznacza w praktyce?

Jeśli kupujesz Teslę z USA, szczególnie z aukcji, to powinieneś wiedzieć jedną rzecz:

to nie jest „okazja bez ryzyka”.

Bo może się okazać, że:

· auto jest idealnie naprawione

· wszystko działa perfekcyjnie

…poza jedną rzeczą.

Tą, która w Tesli była zawsze największym atutem. A chodzi oczywiście o ładowanie na SuC Tesli i możliwość podróżowania po całej Europie.

Najważniejsze zdanie na koniec

Tesla nie blokuje samochodów za to, że były rozbite.

Tesla blokuje dostęp do swojej infrastruktury wtedy, gdy nie chce brać odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo.

Niby drobna różnica.

W praktyce - zmienia wszystko. Nie dla nas, bo nasza Tesla, po prostu się nie ładuje, ale dla samej Tesli to bardzo duża wartość. Pozbycie się odpowiedzialności prawnej, warte jest niekiedy miliony dolarów.

Jak nie wiadomo o co chodzi to oczywiście chodzi o kasę... Choć sama Tesla nie przyzna tego w sposób bezpośredni.